wtorek, 8 stycznia 2013

Turn This Around: LARRY


Turn This Around
 




Opis: Tracisz miłość, tracisz to, co dla ciebie najcenniejsze, a co najgorsze, odcinają od ciebie osobę, która jest kimś, z kim chcesz iść przez życie. Louis Tomlinson, zmuszony przez Management do czynu, który zaważył o jego związku z Harry’m Stylesem nie wie, jak uratować to, co pomiędzy nimi jest (lub było) i czy jest jeszcze co naprawiać…

Pairing: Larry Stylinson

Piosenka przewodnia: EdSheeran – Give Me Love

Motto: „Give me love like never before, 'Cause lately I've been craving more…”

Od Autorki: Taki krótki shocik, zainspirowany właśnie piosenką Ed’a, która przypomniała mi o tym, jak Lou napisał, że niby „Larry is bullshit”, więc… trochę zasmuciłam i postanowiłam napisać… to. Najlepiej, jak sobie ją włączycie do czytania. Enjoy! xx


------------------------------------------------------------




Give a little time to me or burn this out


Louis patrzył na ekran komputera, a jego oczy zaszkliły się, gdy zobaczył nagłą reakcję fanów. Nad jego ramieniem sterczała osoba z Managementu, czekając na rozwój wydarzeń. Poklepała go po ramieniu, mamrocząc: „Bardzo dobrze, Louis, możesz iść”.

 Jednak dla Louis’ego wcale nie było dobrze. Było wręcz okropnie! Jak on spojrzy teraz Harry’emu w oczy? Jak Louis mógł w ogóle się na coś takiego zgodzić… a, chwila, przecież nie miał wyboru! Ze złością otarł pierwsze łzy, sunące po jego policzkach, gdy wracał do swojego auta, zaparkowanego przed siedzibą Modest Management. Gdzieś w głębi siebie wiedział, że czeka na niego kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu paparazzi i za nie więcej niż dziesięć minut cały świat obiegną jego zdjęcia, a pod nimi pytania, typu: „Co Louis Tomlinson (20 l.) robił w Modest Management? Czyżby coś przeskrobał?” lub „Kolejne postanowienia Management’u dosięgają także Louis’ego Tomlinsona? Jakie będą konsekwencje dla zespołu?”. Louis miał tego serdecznie dość, tego wymyślania przez media.

To było jego życie, tylko i wyłącznie jego. Dlaczego wszyscy musieli się w nie wpieprzać ze swoimi buciorami? Louis miał wystarczająco dużo na głowie. Najpierw to zdjęcie, które zrobiła im (czyli mu i Harry’emu) przed ich domem – co prawda, niewyraźne, ale spostrzegawczy ludzie nie mieli problemu z rozpoznaniem lekko zamazanych postaci -,a następnie oświadczenie Simona – Harry i Louis mieli się trzymać od siebie z daleka. Na nie wiadomo jak długi czas. Nie było to na rękę ani Lou, ani Hazzie.

Obydwoje nie potrafili spędzić bez siebie nawet godziny, ręce świerzbiły ich, by napisać chociaż sms’a. A teraz… mieli się do siebie nie zbliżać! Szczyt wszystkiego!

Louis, zły na cały świat nacisnął mocno pedał gazu, mając po dziurki w nosie paparazzi oraz swojego życia. 

***

Gdy wrócił do ich wspólnego mieszkania, Harry’ego już w nim nie było. Na jakiś czas miał zamieszkać u Niall’a i obydwoje mieli nadzieję, że jest to tylko tymczasowe rozwiązanie. Poza tym, mieli się spotkać wieczorem, jeśli Harry’emu nadal to odpowiadało…

Louis zmarszczył brwi, gdy zauważył złożoną na pół kartę papieru. Przełknął ślinę, bojąc się zobaczyć, co jest na niej napisane.


LouLou,

Przykro mi, że musiałem Cię wtedy pocałować. Gdyby nie moja lekkomyślność, nadal byśmy mieszkali razem… bo nie wiem, czy po tym całym medialnym szumie nadal możemy nazywać się parą? Czy jeszcze możemy zachowywać się w miarę normalnie? Czy w ogóle to, co pomiędzy nami jest, można nazwać „normalnością”?

Musisz wiedzieć tylko, że zawsze będę cię kochał, nawet jeśli wrócisz do tej suki Eleanor, dla zachowania pozorów. Wystarczająco zniszczyłem Ci życie.

Na zawsze twój,

Babycakes xx


Nie wiadomo kiedy, czy podczas czytania listu, czy gdy było już po wszystkim, po twarzy Louis’ego zaczęły spływać duże krople. Słone łzy skapywały ciężko na podłogę. Louis trzęsącymi się dłońmi wyciągnął telefon z kieszeni i korzystając ze szybkiego wybierania, wybrał numer do Harry’ego.

Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty… coś było nie tak.

Louis ze złością rzucił telefonem o podłogę, sprawiając, że tylna klapka poleciała gdzieś w głąb mieszkania, obijając się o panele w korytarzu. Chłopak ukucnął, targany drgawkami, zanurzając twarz w dłoniach. Właśnie stało się to, czego najbardziej się obawiał – odebrali mu Harry’ego.

Stracił sens życia.

A może już przedtem jego życie nie miało sensu?


We'll play hide and seek to turn this around…


Harry siedział pod kocem i z kubkiem kakao na kanapie w mieszaniu swojego przyjaciela Niall’a i łkał cicho, pozwalając, by łzy swobodnie spływały po jego skórze. Były ciepłe i słone. Kakao był ciepłe, koc pod którym leżał, również. Ale jego wnętrze wydawało się takie… zimne. Puste, pozbawione jakichkolwiek uczuć. Wszystkie zostawił przy swoim… hm… chłopaku. Czy Harry nadal mógł tak nazywać Louis’ego po tym, co się stało?

Jedna chwila słabości. Pozwolił sobie coś szepnąć Louis’emu na ucho podczas koncertu, muskając przy tym jego policzek. Chciał podzielić się tym, jak Lou świetnie wygląda w tej niebieskiej koszuli i że najchętniej zdarłby ją z niego natychmiast.

Ale aparaty są wszędzie. Bloggerki są wszędzie. Złośliwi ludzie również są wszędzie.

A Harry jest po prostu zbyt czuły na nienawiść, jaka zaczęła się tworzyć wokół niego, od czasu, kiedy stał się sławny. Gdy był z Louis’m, potrafił jakoś to udźwignąć. Potrafił wszystko zrobić, mając go u swojego boku i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ten pieprzony kontrakt. Od czasu, kiedy Larry stał się bardziej zawadą w karierze niż zabawą, Harry miał dosyć tych ciekawskich spojrzeń i czekania na potknięcie. Kochał Louis’ego, jak nikogo innego – szkoda, że nikt nie potrafił tego zrozumieć. Nawet Management.

Gdy zobaczył to, co Louis napisał na twitterze, ogarnęła go najpierw złość, następnie gniew, a na końcu smutek. Jak Louis mógł coś takiego napisać? I czy rzeczywiście zrobił to z własnej woli? Harry mógł tylko zgadywać, coraz bardziej dusząc w sobie emocje. Ten tweet nie mógł być napisany przez jego Louis’ego. Jego Louis przytulał go i głaskał po głowie, obdarowując wszystkim, nawet, gdyby mógł, gwiazdką z nieba. Harry, dzięki tej  aferze zrozumiał, jak wspaniałego ma chłopaka i jak trudne jest przestrzeganie zasad, odgórnie ustalonych. Chciał powiedzieć komukolwiek, że ma dosyć udawania… ale co to miało dać? Management tak łatwo nie da się przekonać, że Larry może tylko… pomóc.

Niall, z zatroskaną miną, usiadł obok niego, podając mu nowe opakowanie chusteczek (już piąte z rzędu) i westchnął, pokazując mu swoją komórkę. Harry siąpnął i powstrzymał się od jęknięcia, gdy zobaczył, że Niall ma cztery wiadomości od Lou:

Powiedz Harry’emu, że go kocham. Xx

DLACZEGO ON NIE ODBIERA?!

NIALL POWIEDZ MU COŚ! NIECH ODBIERZE TEN PIEPRZONY TELEFON!

Powiedz mu… że to moja wina, proszę. Zrobię wszystko, tylko niech wróci do naszego mieszkania… x

Harry zacisnął mocno powieki, powstrzymując się od płaczu, co mu się nie udało. Zaczął szlochać głośno w koc, a echo jego jęków roznosiło się po pomieszczeniu.

- Lou… tak bardzo cię kocham – wyszeptał w koc, pozwalając, by łzy płynęły po jego nosie. – Tak bardzo cię kocham

Podczas gdy Niall klepał go po plecach pocieszająco, wydawało mu się, że usłyszał ściszony głos Louis’ego…

Ja ciebie też, Babycakes, ja ciebie też…

***

Była może trzecia  w nocy, gdy obudził się z poczuciem suchości w ustach. Bardzo nieprzyjemnej suchości, więc nie zważając na swoje skołowanie, spowodowane wybudzeniem go z fazy głębokiego snu, wstał, kołysząc się lekko. Na początku nie mógł sobie przypomnieć, gdzie jest i dlaczego obok niego nie śpi Louis…

Dopiero potem wspomnienia ścisnęły jego gardło, powodując nowy przypływ żalu i łez. Harry nigdy nie płakał tyle, od czasu, gdy umarł mu dziadek. Teraz czuł się tak, jakby Louis też umarł. Nie było go przy nim i to wystarczyło.

Przemierzył ciche mieszkanie, aż dotarł do kuchni, gdzie poprzedniego wieczora zostawił swoją komórkę, by nie patrzeć na te wszystkie wiadomości i ilość nieodebranych połączeń od Louis’ego. Ale ciekawość zawsze zdominuje rozum – tak było tym razem. Harry, nie wytrzymując, nacisnął guzik odblokowujący jego iPhone’a i został zbombardowany przez powiadomienia.

51 nieodebranych połączeń, 12 wiadomości.

Czy to wszystko było sprawką Lou? Okazało się, że tylko jedno nieodebranie połączenie należało do Liama, a dwie wiadomości do Gemmy, która pytała się, czy rozstał się z Louis’m. Harry miał ochotę cisnął telefonem o podłogę, ale się powstrzymał. Możliwe, że będzie go jeszcze potrzebować.

Usiadł przy stole, ze szklanką wody w ręce i zaczął przeglądać wiadomości od Louis’ego. Czuł, jak serce mu staje, gdy czytał jakże jego słowo. Mógł sobie wyobrazić jaki Lou musiał być zrozpaczony, gdy to pisał. Nie mniej, niż Harry.

Styles odłożył telefon na blat stołu, wpatrując się w niego dziwnym wzrokiem. W jego głowie rodził się dziwny pomysł. Bardzo… przełomowy.

Z lekkim wahaniem wziął go z powrotem do ręki i wszedł na twittera, ignorując dużą ilość tweetów w reakcjach. A następnie napisał: „Chcecie prawdy, więc ją dostaniecie. Kocham @Louis_Tomlinson” i zastanawiał się minutę, zanim ten tweet został wysłany do ośmiu milionów followersów. Usłyszał deszcz padający za szybą. Zaraz zagrzmi, nie tylko w sieci…


And all I want is the taste that your lips allow…


Louis’ego obudził głośny dzwonek, wygrywający dziką melodię. Zaklął, obracając się na plecy w łóżku, jeszcze szczelniej owijając się białą kołdrą. Zmrużył oczy, by odczytać, kto do niego dzwoni. Co do cholery…

Liam?

- Halo? – zdziwiony Louis odebrał, niezdarnie siadając i trąc zaspane oczy – Czego ode mnie chcesz o siódmej rano? Czyżbym znowu zapomniał o jakimś ważnym wywiadzie?

- Louis, Management chce, byśmy stawili się w ich siedzibie. Chodzi o tego tweeta, którego w nocy wysłał Hazza – Louis nadal nie mógł rozszyfrować znaczenia słów Liama.

- Chwila, ale co takiego napisał Haz? – zaspany Louis zmarszczył brwi, nie mogąc powiązać faktów; o co chodziło Liamowi?

Po drugiej stronie przez chwilę panowała pełna napięcia cisza.

- Napisał, że cię kocha. ­

Oczy Louis’ego momentalnie zapełniły się łzami, gdy minął pierwszy szok, spowodowany słowami Liam’a. Harry się ujawnił. Ujawnił ich związek. Ich miłość. Radość, jaka wzbierała się w Louis’m, sięgała zenitu. W końcu będą mogli przestać się ukrywać… w końcu mogli być sobą!

Wyskoczył z łóżka i zaczął ubierać się w jeansy, które leżały na podłodze:

- Zaraz będę! – i rozłączył się, wciskając na swój tors koszulkę.

W pędzie zarzucił na siebie bluzę i wyszedł z mieszkania, trzaskając drzwiami, prawie zapominając zamknąć je na klucz. Wsiadł do swojego samochodu, odpalając go. Kilku fotoreporterów przylgnęło do jego auta, dając mu fleszami po oczach. Ale to było nieważne. Harry…

Louis chwycił komórkę i wykręcił numer Harry’ego, ale włączyła się poczta głosowa. Spróbował drugi raz – z tym samym efektem. W końcu odpuścił, wiedząc, że wszystko się wyjaśni w siedzibie Modest.

Gdy wparował do poczekalni, zamarł. Niall rozmawiał z Zaynem w kącie, Liam siedział przy roztrzęsionym Harrym… to wszystko było takie nienaturalne. Zrobiło się jeszcze ciszej, gdy reszta zorientowała się, że przyjechał. Harry podniósł oczy, czerwone od wylanych łez i uśmiechnął się niemrawo.

Louis’emu w tym momencie serce pękło na pół. W dupie miał to, że wszyscy na niego patrzą, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Dla nich Harry i Louis byli jak przyjaciele… którzy od czasu do czasu lubią się powygłupiać. A potem, gdy Modest zaczął coś podejrzewać, oni także się dowiedzieli… i nawet dobrze to przyjęli. Gdyby tylko to wszystko było takie proste…

Więc po prostu podbiegł do Harry’ego, siedzącego na krześle i klękając na kolana, zacisnął ręce wokół jego szyi, dusząc go w uścisku. Bardzo mu tego brakowało. Harry był jego tlenem. Louis, wybuchł płaczem i poczuł jak łzy spływają mu po policzkach. Zanurzył twarz w zagłębienie szyi Harry’ego.

- Ty, głupi, głupi szczeniaku! – wyszeptał, gdy Harry również go objął – Głupi, głupi…

- Kocham cię – odpowiedział Harry, trzęsąc się – boże, Lou, tak bardzo cię kocham…

Louis podniósł głowę, muskając usta Harry’ego.

- Wiem, Cupcake, wiem. Ja ciebie też – oparł swoje czoło o Harry’ego – Ale nadal jesteś głupi. I lekkomyślny.

- Przepraszam.

- Nigdy nie przepraszaj mnie za miłość, jaką mnie obdarzasz – Louis złożył na ustach Harry’ego kolejny żarliwy pocałunek – Nigdy, przenigdy…

Usłyszeli znaczące chrząknięcie.

- Nie chcę być niegrzeczny, chłopcy, ale… ugh… my tu jesteśmy – wydukał lekko zdegustowany Zayn – I niezbyt chce mi się oglądać was miziających się po korytarzach. Od tego jest łazienka lub… sypialnia.

 Harry i Louis zachichotali jednocześnie, patrząc po sobie. Po ostatniej nocy, jaką spędzili razem, sypialnia kojarzyła im się naprawdę dobrze. Kojarzyła się z kajdankami, czekoladą i…

Drzwi od sali konferencyjnej otworzyły się i Louis zobaczył twarz Paul’a, ich ochroniarza. Podszedł do Louis’ego, który się wyprostował, nie puszczając jednak ręki Harry’ego; był gotowy przyjąć cios.

- Uch, Louis… - zaczął Paul, drapiąc się po karku – Starałem się jakoś załagodzić sprawę…nie schrzańcie tego, okej? – przeniósł wzrok na Harry’ego, który przytaknął głową i również wstał.

Cała szóstka, weszła do małej sali, gdzie siedzieli ludzie z Managementu. Dyskutowali o czymś, ale ucichli, gdy tylko zobaczyli Louis’ego i Harry’ego, trzymających się za ręce. Jako pierwszy odezwał się ich menager:

- Cóż, chłopcy… postanowiliśmy… że to zaszło za daleko i nie powstrzymamy tego… więc równie dobrze… możecie się ujawnić.

Harry i Louis padli sobie w objęcia.


My, my, my, my, oh give me love,
My, my, my, my, oh give me love,
My, my, my, my, oh give me love,
My, my, my, my, oh give me love…

 ---------------------------------------------
 Więęęęęęęęęęęęc..... jakieś rozmyślania po przeczytaniu? Jakiekolwiek?

Robię się coraz bardziej sentymentalna T____________T

Plus pamiętajcie, jeszcze mamy czas, by dobić do 11 tysięcy wyświetleń pod "Kiss You"! DAJEMY!